piątek, 9 stycznia 2015
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Od Shiru ( CD. Teki ) : Berek
Szybkim ruchem zeszłam z Teki.Wadera spojrzała w górę na drewnianą
klapę.Ja obejrzałam się napotykając zdziwione spojrzenie Fayette
'a.Uśmiechnęłam się szeroko ,lecz na widok Teki , i jej zdenerwowanego
wzroku,moja mina zrzedła.
- Nie zjesz mojego ogonka ,prawda ? -spytałam upewniając się ,czy jestem bezpieczna.
- To się okaże -mruknęła wadera i udała ,że się podnosi wykonując przy tym gwałtowny ruch.
Pisnęłam głośno i biegiem ruszyłam w stronę basiora.Wpadłam na niego z impetem tak ,że ten stracił równowagę i upadł.Schowałam się ,kryjąc swoje małe ciałko za basiorem. Teka śmiała się.
- Shiru ! -wrzasnął Fayette obracając głowę w moją stronę.
- Ona chce zjeśc mój ogonek -rozpłakałam się.
- Ona go nie zje ! -krzyknął basior.
- Zje ! -odwrzasnęłam prosto do jego ucha.
Teka śmiała się jeszcze głośniej.
Fayette wstał spoglądając to na mnie to na Tekę surowym wzrokiem. W końcu powiedział:
- Shiru, nie...
- Berek ! -rzuciłam i pobiegłam kilka metrów dalej.Odwróciłam się. Basior stał zdezorietowany - Chodź się pobawić -wyjaśniłam.
- Nie mam ochoty na...
Wzięłam w pyszczek mały niebieski kamyk i rzuciłam nim w basiora.
- Shiru ! -warknął i pomknał w moją stronę.
Ruszyłam biegiem do wylotu jaskini.Wkrótce wybiegłam na świeże powietrze.Obejrzałam się.Fayette doganiał mnie.Wskoczyłam w krzaki i wypadłam z nich z drugiej strony.Ku mojemu niezadowoleniu wilka to nie zmyliło.Skręciłam w bok za stertę głazów.Ponownie odwróciłam wzrok.W tym momencie poczułam ,że na kogoś wpadam.Spojrzałam do góry.Tym kimś był Lore.
Zza zakrętu wypadł właśnie Fayette krzycząc :
- Shiru ! Jak cię dorwę to...
Końcówka zdania zamarła na jego pysku na widok starego wilka.
Wpatrzyłam się w oczy starego basiora.Instynktownie skuliłam się.
- Dzień dobry -powiedziałam cichutko.
- Podejdź Fayette -polecił Lore.
Usłyszałam dobiegające z tyłu kroki basiora.
Rozejrzałam się.Przede mną stał Lore ,Fayette do nas podchodził.Moją uwagę przykuła poruszająca się z boku trawa ,z której kilka sekund później wyszedł czerwony basior.Z tego co wiem nazywał się Priam. Napotkałam jego pytające spojrzenie.
Lore ? Fayette ? Priam ?
- Nie zjesz mojego ogonka ,prawda ? -spytałam upewniając się ,czy jestem bezpieczna.
- To się okaże -mruknęła wadera i udała ,że się podnosi wykonując przy tym gwałtowny ruch.
Pisnęłam głośno i biegiem ruszyłam w stronę basiora.Wpadłam na niego z impetem tak ,że ten stracił równowagę i upadł.Schowałam się ,kryjąc swoje małe ciałko za basiorem. Teka śmiała się.
- Shiru ! -wrzasnął Fayette obracając głowę w moją stronę.
- Ona chce zjeśc mój ogonek -rozpłakałam się.
- Ona go nie zje ! -krzyknął basior.
- Zje ! -odwrzasnęłam prosto do jego ucha.
Teka śmiała się jeszcze głośniej.
Fayette wstał spoglądając to na mnie to na Tekę surowym wzrokiem. W końcu powiedział:
- Shiru, nie...
- Berek ! -rzuciłam i pobiegłam kilka metrów dalej.Odwróciłam się. Basior stał zdezorietowany - Chodź się pobawić -wyjaśniłam.
- Nie mam ochoty na...
Wzięłam w pyszczek mały niebieski kamyk i rzuciłam nim w basiora.
- Shiru ! -warknął i pomknał w moją stronę.
Ruszyłam biegiem do wylotu jaskini.Wkrótce wybiegłam na świeże powietrze.Obejrzałam się.Fayette doganiał mnie.Wskoczyłam w krzaki i wypadłam z nich z drugiej strony.Ku mojemu niezadowoleniu wilka to nie zmyliło.Skręciłam w bok za stertę głazów.Ponownie odwróciłam wzrok.W tym momencie poczułam ,że na kogoś wpadam.Spojrzałam do góry.Tym kimś był Lore.
Zza zakrętu wypadł właśnie Fayette krzycząc :
- Shiru ! Jak cię dorwę to...
Końcówka zdania zamarła na jego pysku na widok starego wilka.
Wpatrzyłam się w oczy starego basiora.Instynktownie skuliłam się.
- Dzień dobry -powiedziałam cichutko.
- Podejdź Fayette -polecił Lore.
Usłyszałam dobiegające z tyłu kroki basiora.
Rozejrzałam się.Przede mną stał Lore ,Fayette do nas podchodził.Moją uwagę przykuła poruszająca się z boku trawa ,z której kilka sekund później wyszedł czerwony basior.Z tego co wiem nazywał się Priam. Napotkałam jego pytające spojrzenie.
Lore ? Fayette ? Priam ?
niedziela, 4 stycznia 2015
od Teki(Cd Fayette)
Lore wychynął z ciemnego tunelu trzymając w pysku gałązkę. Na gałązce
coś wisiało. Coś prostokątnego i zielonkawego. Wilk ostrożnie położył to
obok mnie:
-Gratulacje- mruknął ponuro widząc, że oboje jesteśmy upaprani zieloną mazią- Przez was znowu będę musiał to deptać- pokręcił z rezygnacją głową.
Zdawało mi się, że bardziej interesowało go zachowanie Fayette, że to co ja robię ma głęboko gdzieś. Cztery widocznie się zawstydził.
-Dobra-westchnął Lore- Przytrzymaj ją.
Kiedy Fayette położył mi łapę na boku gwałtownie go odtrąciłam.
-Łapy precz!- wycedziłam- Jedziesz tym paskudztwem!
Ten prychną.
-A ty, to co?
-W porównaniu z tobą? Fiołek.
Czwarty pochylił się nade mną i poruszył nosem.
-Prędzej zgnilizna.
Warknęłam.
-Cicho!- uciszył nas starszy basior po czym energicznie pochwycił patyk z zawieszonym na nim zielonkawym czymś i zrzucił owe coś na ranę. Opatrunek zdjął najwyraźniej wcześniej, podczas mojej wymiany uprzejmości ze Czwartym.
Rana zapiekła. Zacisnęłam szczęki. Trudno jest opisać to co czułam. Pewna byłam, że to nie jest zwykła dezynfekcja, a że dzieje się coś jeszcze, ale ból zagłuszał wszystko.
-Cztery, możesz już iść- powiedział Lore gdy już odniósł ,,coś" tam z kąt je przyniósł.
Wilk odetchnął z ulgą i opuścił pomieszczenie.
Lore jeszcze raz obejrzał ranę.
-Wygląda to o wiele lepiej- stwierdził. Jak wszystko dobrze pójdzie to jutro będziesz mogła w miarę normalnie chodzić.
Przez chwilę milczałam. Trudno jest się zmusić to podziękowania.
-Dzięki-mruknęłam odwracając głowę.
-Proszę-odparł po czym wyszedł.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Starłam z siebie pozostałości zielonkawej mazi i obejrzałam ranę, rzeczywiście wyglądało to o wiele lepiej.
Nie mogąc znaleźć sobie żadnego sensownego zajęcia zasnęłam.
Budzi mnie dźwięk tłuczonego naczynia.
Otwieram ospale oczy i co widzę? Fayette ścigającego po jaskini Shiru. Z ich okrzyków dało się wywnioskować, że szczeniak przypadkowo(jak twierdzi Shiru) lub umyślenie(według twierdzeń Czwartego) przypiekł basiorowi ogon.
Shiru wbiega do tunelu w, którym zniknął wcześniej Lore.
-Ślepy zaułek- krzyczy basior, a chwilę później wraca z szeroko otwartymi oczami-Gdzie ona jest.
-A z kąt mi to wiedzieć?-pytam-Bawcie się trochę ci...-nie dokończyłam z bardzo prostej przyczyny, coś na mnie spadło, a była to Shiru. Kiedy szczeniak powtarzając w kółko ,,przepraszam, bardzo przepraszam" zlazł ze mnie spojrzałam na sufit.
Z góry zwisała drewniana klapa, której wcześniej nie zauważyłam.
Shiru?Fayette?
-Gratulacje- mruknął ponuro widząc, że oboje jesteśmy upaprani zieloną mazią- Przez was znowu będę musiał to deptać- pokręcił z rezygnacją głową.
Zdawało mi się, że bardziej interesowało go zachowanie Fayette, że to co ja robię ma głęboko gdzieś. Cztery widocznie się zawstydził.
-Dobra-westchnął Lore- Przytrzymaj ją.
Kiedy Fayette położył mi łapę na boku gwałtownie go odtrąciłam.
-Łapy precz!- wycedziłam- Jedziesz tym paskudztwem!
Ten prychną.
-A ty, to co?
-W porównaniu z tobą? Fiołek.
Czwarty pochylił się nade mną i poruszył nosem.
-Prędzej zgnilizna.
Warknęłam.
-Cicho!- uciszył nas starszy basior po czym energicznie pochwycił patyk z zawieszonym na nim zielonkawym czymś i zrzucił owe coś na ranę. Opatrunek zdjął najwyraźniej wcześniej, podczas mojej wymiany uprzejmości ze Czwartym.
Rana zapiekła. Zacisnęłam szczęki. Trudno jest opisać to co czułam. Pewna byłam, że to nie jest zwykła dezynfekcja, a że dzieje się coś jeszcze, ale ból zagłuszał wszystko.
-Cztery, możesz już iść- powiedział Lore gdy już odniósł ,,coś" tam z kąt je przyniósł.
Wilk odetchnął z ulgą i opuścił pomieszczenie.
Lore jeszcze raz obejrzał ranę.
-Wygląda to o wiele lepiej- stwierdził. Jak wszystko dobrze pójdzie to jutro będziesz mogła w miarę normalnie chodzić.
Przez chwilę milczałam. Trudno jest się zmusić to podziękowania.
-Dzięki-mruknęłam odwracając głowę.
-Proszę-odparł po czym wyszedł.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Starłam z siebie pozostałości zielonkawej mazi i obejrzałam ranę, rzeczywiście wyglądało to o wiele lepiej.
Nie mogąc znaleźć sobie żadnego sensownego zajęcia zasnęłam.
Budzi mnie dźwięk tłuczonego naczynia.
Otwieram ospale oczy i co widzę? Fayette ścigającego po jaskini Shiru. Z ich okrzyków dało się wywnioskować, że szczeniak przypadkowo(jak twierdzi Shiru) lub umyślenie(według twierdzeń Czwartego) przypiekł basiorowi ogon.
Shiru wbiega do tunelu w, którym zniknął wcześniej Lore.
-Ślepy zaułek- krzyczy basior, a chwilę później wraca z szeroko otwartymi oczami-Gdzie ona jest.
-A z kąt mi to wiedzieć?-pytam-Bawcie się trochę ci...-nie dokończyłam z bardzo prostej przyczyny, coś na mnie spadło, a była to Shiru. Kiedy szczeniak powtarzając w kółko ,,przepraszam, bardzo przepraszam" zlazł ze mnie spojrzałam na sufit.
Z góry zwisała drewniana klapa, której wcześniej nie zauważyłam.
Shiru?Fayette?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)