Lore wychynął z ciemnego tunelu trzymając w pysku gałązkę. Na gałązce
coś wisiało. Coś prostokątnego i zielonkawego. Wilk ostrożnie położył to
obok mnie:
-Gratulacje- mruknął ponuro widząc, że oboje jesteśmy upaprani zieloną
mazią- Przez was znowu będę musiał to deptać- pokręcił z rezygnacją
głową.
Zdawało mi się, że bardziej interesowało go zachowanie Fayette, że to
co ja robię ma głęboko gdzieś. Cztery widocznie się zawstydził.
-Dobra-westchnął Lore- Przytrzymaj ją.
Kiedy Fayette położył mi łapę na boku gwałtownie go odtrąciłam.
-Łapy precz!- wycedziłam- Jedziesz tym paskudztwem!
Ten prychną.
-A ty, to co?
-W porównaniu z tobą? Fiołek.
Czwarty pochylił się nade mną i poruszył nosem.
-Prędzej zgnilizna.
Warknęłam.
-Cicho!- uciszył nas starszy basior po czym energicznie pochwycił patyk z
zawieszonym na nim zielonkawym czymś i zrzucił owe coś na ranę.
Opatrunek zdjął najwyraźniej wcześniej, podczas mojej wymiany
uprzejmości ze Czwartym.
Rana zapiekła. Zacisnęłam szczęki. Trudno jest opisać to co czułam.
Pewna byłam, że to nie jest zwykła dezynfekcja, a że dzieje się coś
jeszcze, ale ból zagłuszał wszystko.
-Cztery, możesz już iść- powiedział Lore gdy już odniósł ,,coś" tam z kąt je przyniósł.
Wilk odetchnął z ulgą i opuścił pomieszczenie.
Lore jeszcze raz obejrzał ranę.
-Wygląda to o wiele lepiej- stwierdził. Jak wszystko dobrze pójdzie to jutro będziesz mogła w miarę normalnie chodzić.
Przez chwilę milczałam. Trudno jest się zmusić to podziękowania.
-Dzięki-mruknęłam odwracając głowę.
-Proszę-odparł po czym wyszedł.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Starłam z siebie pozostałości
zielonkawej mazi i obejrzałam ranę, rzeczywiście wyglądało to o wiele
lepiej.
Nie mogąc znaleźć sobie żadnego sensownego zajęcia zasnęłam.
Budzi mnie dźwięk tłuczonego naczynia.
Otwieram ospale oczy i co widzę? Fayette ścigającego po jaskini Shiru. Z
ich okrzyków dało się wywnioskować, że szczeniak przypadkowo(jak
twierdzi Shiru) lub umyślenie(według twierdzeń Czwartego) przypiekł
basiorowi ogon.
Shiru wbiega do tunelu w, którym zniknął wcześniej Lore.
-Ślepy zaułek- krzyczy basior, a chwilę później wraca z szeroko otwartymi oczami-Gdzie ona jest.
-A z kąt mi to wiedzieć?-pytam-Bawcie się trochę ci...-nie dokończyłam z
bardzo prostej przyczyny, coś na mnie spadło, a była to Shiru. Kiedy
szczeniak powtarzając w kółko ,,przepraszam, bardzo przepraszam" zlazł
ze mnie spojrzałam na sufit.
Z góry zwisała drewniana klapa, której wcześniej nie zauważyłam.
Shiru?Fayette?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz