Siedzieliśmy przy ogniu zaśmiewając się do upadłego rozbawieni nie do końca przyzwoitymi żartami Priama.Ryzyko przyjścia Lora wywoływało przyjemny dreszczyk emocji jak zawsze kiedy robisz jakąś zakazaną (ale niesamowicie fajną )rzecz.
-...i ona wtedy...-Priam zawahał się na chwilę i zastrzygł uszami
Wszyscy obróciliśmy się i podskoczyliśmy jak oparzeni, w wylocie jednego z wąskich korytarzy stał Lore.Miał groźną minę zastanawiałem się od jakiego czasu tu stoi i co więcej jak dużo usłyszał.
-Hem hem-chrząknął poirytowany
Instynktownie odsuwam się od ognia chcąc być jak najmniej widoczny pozostali spuszczają głowy.Niestety stary wilk patrzy prosto na mnie- przechlapane.
-Cztery-zaczyna a ja już domyślam się co powie dalej ,,jestem na tobie bardzo zawiedziony'' ale ku mojemu zaskoczeniu mówi coś innego- jesteś mi potrzebny
Zanim załapie ,że mam za nim iść basior znika w korytarzu.Biegnę i szybko go doganiam.Lore wydaje się trochę smutny.Przypominam sobie ,że wadera która śledziła mnie i Priama w lesie była ranna w nogę.Czyżby właśnie to zmartwiło starego wilka?
Małą komorę wypełnia gryzący zapach ziół ale nawet on nie jest w stanie zamaskować czarnej jak smoła niezdrowej woni.Na posłaniu leży wilczyca z lasu ,przez chwilę nie mogę sobie przypomnieć jej imienia...a tak Teka.Oczy ma zamknięte i wygląda jakby spała albo była martwa myślę ze strachem.Mimo woli wędruje wzrokiem do rany teraz opatrzonej bandażem który powoli zabarwia się na czerwono.
-Ohyda-mruczę mimo woli
Teka gwałtownie otwiera oczy a ja prawie podskakuje.Unosi głowę i szczerzy zęby.
-Coś ty powiedział?-pyta a w jej głosie słychać zapowiedz ryku
-Nic nic -cofam się pare kroków i wpadam na Lora
Jego usta są wykrzywione w coś na kształt uśmiechu martwi się ale nie che tego pokazać ze względu na ranną waderę.
-Muszą po coś skoczyć -mówi wchodząc do jakiegoś wąskiego korytarza- postarajcie się nawzajem nie pozabijać
Staram się nie patrzeć na przesiąkający krwią bandaż ale po jakimś czasie już nie mogę oderwać od niego wzroku.Spaceruje po jaskini i zadaję sobie sprawę ,że jeszcze nigdy mnie tu nie było co jest dziwne bo swego czasu biegałem po grocie jak wściekły penetrując nieznane zakątki. W płytkiej wnęce stoi coś przypominającego garnek zaglądam do środka.Zielona maź która wygląda jak by ją ktoś przeżuł i wypluł a następnie podeptał jest źródłem tego zapachu który uderzył mnie po wejściu do pomieszczenia.Czuje na sobie natarczywe spojrzenie Teki która na pewno ma ochotę mi przylać.Wpada mi do głowy świetny pomysł, nabieram w łapę trochę zielonego ohydztwa i rzucam nim w wadere.
Trafiam bez pudła ,rozwścieczona Teka zbiera ze swojego pyska mokry pocisk.Zanim się zorientuje sam też zostaje trafiony.Bitwa trwa w najlepsze dobrych parę minut w końcu jednak szala zwycięstwa przechyla się na stronę wilczycy -dostałem prosto w oko
Chowam się w korytarzu do którego wszedł Lore.Po paru metrach odkrywam ,że kończy się ślepo a starego wilka nigdzie nie widać.Znikł czy jak?
Wracam do jaskini ,Teka szczerzy zęby w złośliwym uśmiechu.
-Chcesz dostać jeszcze raz?
-To jest pytanie retoryczne?-pytam roztargniony
Wilczyca napiera zielonego przecieru do łapy i rzuca znów mnie trafiając.
-Tak
Nie mam czasu przejąć się przegraną bo z korytarza który przed chwilą zwiedziłem wychodzi Lore.
Teka?
Podepniecie mnie do opka? Pliiiisss! Chce mi się coś w końcu napisać :>
OdpowiedzUsuń~ Hanza (znudzona jak mops)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń