Wiedziałem ,że kiedyś przyjdą.Nie spodziewałem się jednak ,że tak szybko.
A może czekam dłużej niż mi się wydaję? Trudno stwierdzić, czas płynie tu inaczej jakby wolniej.
Jak by nie patrzeć zjawiła się już pierwsza z nich ,mój czas się kończy.
Wciąż było ciemno a do świtu brakowało jeszcze paru ładnych godzin.Zagoniłem Czwartego do jaskini na co odpowiedział mi obrażonym pomrukiem.Columiana popatrzyła za nim z kpiącym uśmieszkiem na pysku.Chrząknąłem znacząco i poczekałem aż na mnie spojrzy.
-Wydaje mi się ,że ty też powinnaś udać się na spoczynek...panienko
Spojrzała na mnie dziwnie i potrząsnęła głową z niedowierzaniem ale również podreptała do dziury w ziemi.
Ta dzisiejsza młodzież...
Rozejrzałem się ale nie zobaczyłem nic oprócz mojego Śmierci który posłusznie schował się za kępą trawy.Podchodzi coraz bliżej ,każdej nocy czuwa nad moim posłaniem by nie zgubić mojej duszy gdy opuści ciało.
Przeszedłem skulony korytarzem po chwili potknąłem się o leżąca w przejściu wilczyce.
-Dziecko naprawdę nie mogłaś wybrać innego miejsca?
Poderwała się tak gwałtownie ,że uderzyła głową o sufit korytarza.
-To jest tu coś więcej?
Z dalszej części dobiegł stłumiony chichot.Columbiana natychmiast pobiegła w tamtą stronę parę sekund później dobiegły mnie odgłosy szamotaniny i stukot spadających kamieni.
Nie miałem ochoty czekać na wynik tej walki rozdzieliłem walczące szczeniaki i każdemu wskazałem inny kąt jaskini.
Stałem przy wejściu do jaskini.Słońce właśnie uniosło się nad drzewa w zielonym płaszczu.Z nory za moimi plecami dobiegło głośnie ziewnięcie.
-Dzień dobry-powiedziałem nawet się nie odwracając
Odpowiedziało mi apatyczne mlaśnięcie i cichy pomruk Fayetta.
-Nie słyszałem..
-dbry.. -wymamrotał zaspany wilk i usiadł obok sapiąc
Oczy miał zamknięte a na pysku smutny uśmiech.Poczułem wyrzuty sumienia ,że nie powiedziałem mu wszystkiego.Oparł się o mnie a potem kiedy się odsunąłem upadł na ziemię.
-Au...-wymamrotał nadal nie otwierając oczu
Pewnie znów nie spał w nocy i teraz odsypia.Ostatnio często mu się to zdarza.
-Columbiana już wstała?
Pokręcił głową i zapytał:
-Jaka ona jest?
-Mówiłem ,że nie możesz polegać zawsze na moim osądzie..
-Jesteś mi to winny Lore-Czwarty podniósł się odrzucając gniewnie głowę- ośmieszyłeś mnie przed nią
-Oj dobrze masz rację.-spojrzałem mu w oczy i wyczytałem w jego spojrzeniu coś dziwnego- myśli ,że masz melodyjny głos...
Szczeniak uśmiechnął się pod nosem
-...I ,że bijesz się jak baba
Popatrzył na mnie urażony i bez słowa powlekł się w dół zbocza.Potem kiedy już myślał że go nie widzę przyśpieszył do biegu i znikł gdzieś w lesie.
Dobiegło mnie szuranie kamieni.
-Witaj Columbiano jak się spało
-Całkiem okej ale gdzie...?-odezwała się dużo przytomniej niż robił to Fayette parę minut temu
-...Jest Cztery ?-dokończyłem
-Eche...
-Myślę ,że musi troszkę pobyć sam
Columbiana?dokończysz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz