czwartek, 12 lutego 2015

Od Priama (CD Shiru)

Spojrzałem pytająco na Shiru i Fayette'a. Lore kazał mi za sobą iść - chyba po to, by znaleźć Czwartego. 
- Coś się stało? - spytał Fayette.
- Nic wielkiego - odpowiedział Lore. - Widziałem dzisiaj rano jakiś dym nad wschodnią częścią lasu. Zaniepokoił mnie trochę. Możesz wziąć ze sobą Priama i pójść to sprawdzić?
- Oczywiście - odparł szybko basior.
- Świetnie. Jak chcecie możecie ze sobą zabrać kogoś jeszcze, tak na wszelki wypadek - Lore odwrócił się i poszedł w kierunku jaskiń.
Fayette od razu zerwał się na nogi. Szedłem trochę za nim, bo sam nie do końca znałem tereny.
- Toooo...Kogo ze sobą bierzemy? - zapytałem. - Może Hanzę?

Fayette? Wybacz długość :<

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Shiru ( CD. Teki ) : Berek

Szybkim ruchem zeszłam z Teki.Wadera spojrzała w górę na drewnianą klapę.Ja obejrzałam się napotykając zdziwione spojrzenie Fayette 'a.Uśmiechnęłam się szeroko ,lecz na widok Teki , i jej zdenerwowanego wzroku,moja mina zrzedła.
- Nie zjesz mojego ogonka ,prawda ? -spytałam upewniając się ,czy jestem bezpieczna.
- To się okaże -mruknęła wadera i udała ,że się podnosi wykonując przy tym gwałtowny ruch.
Pisnęłam głośno i biegiem ruszyłam w stronę basiora.Wpadłam na niego z impetem tak ,że ten stracił równowagę i upadł.Schowałam się ,kryjąc swoje małe ciałko za basiorem. Teka śmiała się.
- Shiru ! -wrzasnął Fayette obracając głowę w moją stronę.
- Ona chce zjeśc mój ogonek -rozpłakałam się.
- Ona go nie zje ! -krzyknął basior.
- Zje ! -odwrzasnęłam prosto do jego ucha.
Teka śmiała się jeszcze głośniej.
Fayette wstał spoglądając to na mnie to na Tekę surowym wzrokiem. W końcu powiedział:
- Shiru, nie...
- Berek ! -rzuciłam i pobiegłam kilka metrów dalej.Odwróciłam się. Basior stał zdezorietowany - Chodź się pobawić -wyjaśniłam.
- Nie mam ochoty na...
Wzięłam w pyszczek mały niebieski kamyk i rzuciłam nim w basiora.
- Shiru ! -warknął i pomknał w moją stronę.
Ruszyłam biegiem do wylotu jaskini.Wkrótce wybiegłam na świeże powietrze.Obejrzałam się.Fayette doganiał mnie.Wskoczyłam w krzaki i wypadłam z nich z drugiej strony.Ku mojemu niezadowoleniu wilka to nie zmyliło.Skręciłam w bok za stertę głazów.Ponownie odwróciłam wzrok.W tym momencie poczułam ,że na kogoś wpadam.Spojrzałam do góry.Tym kimś był Lore.
Zza zakrętu wypadł właśnie Fayette krzycząc :
- Shiru ! Jak cię dorwę to...
Końcówka zdania zamarła na jego pysku na widok starego wilka.
Wpatrzyłam się w oczy starego basiora.Instynktownie skuliłam się.
- Dzień dobry -powiedziałam cichutko.
- Podejdź Fayette -polecił Lore.
Usłyszałam dobiegające z tyłu kroki basiora.
Rozejrzałam się.Przede mną stał Lore ,Fayette do nas podchodził.Moją uwagę przykuła poruszająca się z boku trawa ,z której kilka sekund później wyszedł czerwony basior.Z tego co wiem nazywał się Priam. Napotkałam jego pytające spojrzenie.

Lore ? Fayette ? Priam ?

niedziela, 4 stycznia 2015

od Teki(Cd Fayette)

Lore wychynął z ciemnego tunelu trzymając w pysku gałązkę. Na gałązce coś wisiało. Coś prostokątnego i zielonkawego. Wilk ostrożnie położył to obok mnie:
-Gratulacje- mruknął ponuro widząc, że oboje jesteśmy upaprani zieloną mazią- Przez was znowu będę musiał to deptać- pokręcił z rezygnacją głową.
Zdawało mi się, że bardziej interesowało go zachowanie Fayette, że to co ja robię ma głęboko gdzieś. Cztery widocznie się zawstydził.
-Dobra-westchnął Lore- Przytrzymaj ją.
Kiedy Fayette położył mi łapę na boku gwałtownie go odtrąciłam.
-Łapy precz!- wycedziłam- Jedziesz tym paskudztwem!
Ten prychną.
-A ty, to co?
-W porównaniu z tobą? Fiołek.
Czwarty pochylił się nade mną i poruszył nosem.
-Prędzej zgnilizna.
Warknęłam.
-Cicho!- uciszył nas starszy basior po czym energicznie pochwycił patyk z zawieszonym na nim zielonkawym czymś i zrzucił owe coś na ranę. Opatrunek zdjął najwyraźniej wcześniej, podczas mojej wymiany uprzejmości ze Czwartym.
Rana zapiekła. Zacisnęłam szczęki. Trudno jest opisać to co czułam. Pewna byłam, że to nie jest zwykła dezynfekcja, a że dzieje się coś jeszcze, ale ból zagłuszał wszystko.

-Cztery, możesz już iść- powiedział Lore gdy już odniósł ,,coś" tam z kąt je przyniósł.
Wilk odetchnął z ulgą i opuścił pomieszczenie.
Lore jeszcze raz obejrzał ranę.
-Wygląda to o wiele lepiej- stwierdził. Jak wszystko dobrze pójdzie to jutro będziesz mogła w miarę normalnie chodzić.
Przez chwilę milczałam. Trudno jest się zmusić to podziękowania.
-Dzięki-mruknęłam odwracając głowę.
-Proszę-odparł po czym wyszedł.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Starłam z siebie pozostałości zielonkawej mazi i obejrzałam ranę, rzeczywiście wyglądało to o wiele lepiej.
Nie mogąc znaleźć sobie żadnego sensownego zajęcia zasnęłam.

Budzi mnie dźwięk tłuczonego naczynia.
Otwieram ospale oczy i co widzę? Fayette ścigającego po jaskini Shiru. Z ich okrzyków dało się wywnioskować, że szczeniak przypadkowo(jak twierdzi Shiru) lub umyślenie(według twierdzeń Czwartego) przypiekł basiorowi ogon.
Shiru wbiega do tunelu w, którym zniknął wcześniej Lore.
-Ślepy zaułek- krzyczy basior, a chwilę później wraca z szeroko otwartymi oczami-Gdzie ona jest.
-A z kąt mi to wiedzieć?-pytam-Bawcie się trochę ci...-nie dokończyłam z bardzo prostej przyczyny, coś na mnie spadło, a była to Shiru. Kiedy szczeniak powtarzając w kółko ,,przepraszam, bardzo przepraszam" zlazł ze mnie spojrzałam na sufit.
Z góry zwisała drewniana klapa, której wcześniej nie zauważyłam.

Shiru?Fayette?

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Fayette: (Cd Teki)

Siedzieliśmy przy ogniu zaśmiewając się do upadłego rozbawieni nie do końca przyzwoitymi żartami Priama.Ryzyko przyjścia Lora wywoływało przyjemny dreszczyk emocji jak zawsze kiedy robisz jakąś zakazaną (ale niesamowicie fajną )rzecz.
-...i ona wtedy...-Priam zawahał się na chwilę i zastrzygł uszami
Wszyscy obróciliśmy się i podskoczyliśmy jak oparzeni, w wylocie jednego z wąskich korytarzy stał Lore.Miał groźną minę zastanawiałem się od jakiego czasu tu stoi i co więcej jak dużo usłyszał.
-Hem hem-chrząknął  poirytowany
Instynktownie odsuwam się od ognia chcąc być jak najmniej widoczny pozostali spuszczają głowy.Niestety stary wilk patrzy prosto na mnie- przechlapane.
-Cztery-zaczyna a ja już domyślam się co powie dalej ,,jestem na tobie bardzo zawiedziony'' ale ku mojemu zaskoczeniu mówi coś innego- jesteś mi potrzebny
Zanim załapie ,że mam za nim iść basior znika w korytarzu.Biegnę i szybko go doganiam.Lore wydaje się trochę smutny.Przypominam sobie ,że wadera która śledziła mnie i Priama w lesie była ranna w nogę.Czyżby właśnie to zmartwiło starego wilka?

Małą komorę wypełnia gryzący zapach ziół ale nawet on nie jest w stanie zamaskować czarnej jak smoła niezdrowej woni.Na posłaniu leży wilczyca z lasu ,przez chwilę nie mogę sobie przypomnieć jej imienia...a tak Teka.Oczy ma zamknięte i wygląda jakby spała albo była martwa myślę ze strachem.Mimo woli wędruje wzrokiem do rany teraz opatrzonej bandażem który powoli zabarwia się na czerwono.
-Ohyda-mruczę mimo woli
Teka gwałtownie otwiera oczy a ja prawie podskakuje.Unosi głowę i szczerzy zęby.
-Coś ty powiedział?-pyta a w jej głosie słychać zapowiedz ryku
-Nic nic -cofam się pare kroków i wpadam na Lora
Jego usta są wykrzywione w coś na kształt uśmiechu  martwi się ale nie che tego pokazać ze względu na ranną waderę.
-Muszą po coś skoczyć -mówi wchodząc do jakiegoś wąskiego korytarza- postarajcie się nawzajem nie pozabijać
Staram się nie patrzeć na przesiąkający krwią bandaż  ale po jakimś czasie już nie mogę oderwać od niego wzroku.Spaceruje po jaskini i zadaję sobie sprawę ,że jeszcze nigdy mnie tu nie było co jest dziwne bo swego czasu biegałem po grocie jak wściekły penetrując nieznane zakątki. W płytkiej wnęce stoi coś przypominającego garnek  zaglądam do środka.Zielona maź która wygląda jak by ją ktoś przeżuł i wypluł a następnie podeptał jest źródłem tego  zapachu który uderzył  mnie po wejściu do pomieszczenia.Czuje na sobie natarczywe spojrzenie Teki która na pewno ma ochotę mi przylać.Wpada mi do głowy świetny pomysł, nabieram w łapę trochę zielonego ohydztwa i rzucam nim w wadere.
Trafiam bez pudła ,rozwścieczona Teka zbiera ze swojego pyska mokry pocisk.Zanim się zorientuje sam też zostaje trafiony.Bitwa trwa w najlepsze dobrych parę minut w końcu jednak szala zwycięstwa przechyla się na stronę wilczycy -dostałem prosto w oko
Chowam się w korytarzu do którego wszedł Lore.Po paru metrach odkrywam ,że kończy się ślepo a starego wilka nigdzie nie widać.Znikł czy jak?
Wracam do jaskini ,Teka szczerzy zęby w złośliwym uśmiechu.
-Chcesz dostać jeszcze raz?
-To jest pytanie retoryczne?-pytam roztargniony
Wilczyca napiera zielonego przecieru do łapy i rzuca znów mnie trafiając.
-Tak
Nie mam czasu przejąć się przegraną bo z korytarza który przed chwilą zwiedziłem wychodzi Lore.
Teka?



wtorek, 23 grudnia 2014

od Teki(CD.Colombiany)

I zaczęła się przemowa.Początkowo starałam się słuchać,ale łapa szybko dała się we znaki uniemożliwiając skupienie się na jakimkolwiek innym bodźcu.Przez głowę przemknęła mi krótka alternatywa -odgryźć ją po prostu.Tak, wiem,przestaję myśleć trzeźwo(tak jakbym w ogóle to robiła).Moja uwaga dotrwała do fragmentu,miło mi was wszystkich poznać",wyłączyłam się,a kiedy wróciłam do świata żywych już się kończyła.
-...więc witam.
Rozejrzałam się nerwowo dookoła poszukując odpowiedzi na tak często stawiane sobie pytanie,,to co teraz?".Obawiam się jednak,że nie ja jedna miałam tę przemowę daleko gdzieś.Pasożyt(w mojej gwarze szczeniak)był zupełnie rozkojarzony.Chyba nadal do niej nie dotarło,że mój ogon nie nadaje się do spożycia.Kiedy znowu się do niego zbliży to się przekona jak mocno takim biczem można strzelić.
Wszyscy usiedli przy ognisku,oj poprawka,wszyscy z wyjątkiem Lora i mnie.
-Choć-powiedział krótko i podszedł do ściany.
Ruszyłam za nim lekko kuśtykając.Kiedy podeszłam dostrzegłam kolejny tunel.Wilk zanurkował do środka.Niechętnie podążyłam jego śladem.
Sala do której dotarliśmy była o wiele mniejsza od tej głównej.Sufit był dobrze widoczny.W kącie leżało kilka legowisk z wytartej skóry.
-Połóż się-mruknął.
Posłusznie podeszłam do jednej ze skór i opadłam na nią z nieukrywaną ulgą.
Kiedy staruch mnie opatrywał uważnie mu się przypatrywałam.Nigdy jeszcze chyba nie widziałam tak starego wilka.Z jego miny wywnioskowałam,że nie jest dobrze,ale kiedy skończył wydawał się być zadowolony.Wyszedł wcześniej dając mi jasno do zrozumienia,że mam tu zostać.
Uważnie obejrzałam łapę.Nadal bolało,ale o wiele mniej.Inny wilk wyciągnąłby z tej przygody jakiś wniąski,nauczyłby się pokory,ale...ja jestem inna.Ja nie nauczę się owej pokory choćby mnie ze skóry obdzierali.Ja tylko wyraziłam własną opinie o walkę się nie prosiłam,a przynajmniej nie otwarcie.

od Colombiany: (CD Lora)Troche nas tu jest...

-Tak czy inaczej -Powiedziała Lore starają się uspokoić nerwy -witaj w watasze Hanzo.
Spojrzałyśmy się na siebie. Tak wygłupiłam się. Ale w sumie nie wiem co to było.
-Lore co to było?-Zapytałyśmy jednocześnie Lora. Wilk spojrzał na nas tak że dawał nam do zrozumienia że nie musimy wiedzieć. Ominoł nas i wszedł do jaskini.
-On tak zawsze?-Zapytała się mnie Hanze. Nie znam Lora zbyt długo ale...
-Myśle że tak...-powiedziałam zrezygnowana.-Choćmy za nim. Może jak będziemy go męczyć to z niego to wydusimy-dodałam śmiejąc się.
Hanze pokiwała głową twierdząco i już stała obok mnie.
Lore siedział przy ognisku. Był wpatrzony w tańcące języki ognia. Światło ogniska oświecało w miare jaskinie.
Hanze ominęła dużym łukiem Lora. Nie chciała mu przeszkadzać. Podbiegłam do czarnej wilczycy. Kończyła swój obiad.
  Spojrzałam na sarninę którą dla niej upolowałam.
-Smaczna chociaż?-zapytałam. No muszę wiedzieć czy jej smakuje nie?
-Jeszcze się pytasz...-powiedziała z pełną paszczą. Uśmiechnęłam się szczerze.
Odeszłam troche dając Hanzie miejsce. Wbiłam wzrok na Lora. Nie zwracał uwagi na to że się na niego gapie. Westchnęłam głośno. Na tyle głośno by usłyszał. Hanze spojrzała na mnie ale po chwili znowu wróciła do jedzenia.
Lore nawet nie spojrzał. Co z nim? Ale najbardziej to ja byłam ciekawa co to było...lub kto to był...
Z rozmyślań mnie wyrwały głosy dochodzące z wylotu jaskini.
Usłyszałam tego wariata Czwartego. Dwie inne wilczyce i obcego basiora. Lore w końcu podniósł łeb i spojrzał tam gdzie wydobywały się głosy.
-Czwarty ten wariat idzie z jakąś hałastrą...-powiedziałam na tyle głośno by Hanza usłyszała. Hanza podeszła do mnie i usiadła obok mnie.
Fayette wszedł a za nim troje obcych mi wilków. Zresztą Hanza też pewnie była zdezorientowana. Przekręciłam łep żeby wszystko do mnie doszło.
-Lore...-powiedział Fayette siadając przed nim. Dwie wilczyce i wilk siedzieli pod ścianą.
Spojrzałam na nich i się uśmiechnęłam. Jedna była młoda miała około 1 roku. Druga starsza wilczyca miał bardzo długi puszysty ogon. Widziałam jak młodsza już miała ochotę  za nim pobiegać. Jak to szczeniak. Młodość musi się wyszaleć.
A teraz basior...wyglądał na bardziej wojacza. Miał mała bliznę na lewym oku. Jego sierść przypominała kolor krwi. A oczy to w ogóle nie pasowały. Były błękitne więc gryzły się z kolorem sierści.
Hanze ciągle siedziała obok mnie i była wpatrzona na obcych.
-Kim oni są?-zaszeptała mi do ucha.
-Ten wariat który rozmawia z Lorem to Fayette. A ta trojka pod ścianą...nie mam pojęcia.-Odpowiedziałam jej też szeptem.
-Więc Lore najmłodsza to Shiru...druga wilczyca to Teka. A ten basior to Priam.-powiedział Cztery. Dużo nas jest teraz. Shiru nie zwracała uwagi na to co się dzieje wokół niej. Ciągle gapiła się na ogon Teki. Priam siedział spokojnie z opuszczonym łbem.
-A ta wilczyca...-zapytał się Cztery Lora.
-Hanza jestem-powiedziała odważnie czarna wilczyca.
  Uśmiechnęłam się ironicznie do Fayette. Cztery wykrzywił pysk w grymasie. Matko kochana jak ja go kocham denerwować.
-A więc...-zaczął Lore.
Wszyscy pod ścianą skierowali na niego wzrok.

Ktoś dokończy? Obojętnie xP