wtorek, 23 grudnia 2014

od Colombiany: (CD Lora)Troche nas tu jest...

-Tak czy inaczej -Powiedziała Lore starają się uspokoić nerwy -witaj w watasze Hanzo.
Spojrzałyśmy się na siebie. Tak wygłupiłam się. Ale w sumie nie wiem co to było.
-Lore co to było?-Zapytałyśmy jednocześnie Lora. Wilk spojrzał na nas tak że dawał nam do zrozumienia że nie musimy wiedzieć. Ominoł nas i wszedł do jaskini.
-On tak zawsze?-Zapytała się mnie Hanze. Nie znam Lora zbyt długo ale...
-Myśle że tak...-powiedziałam zrezygnowana.-Choćmy za nim. Może jak będziemy go męczyć to z niego to wydusimy-dodałam śmiejąc się.
Hanze pokiwała głową twierdząco i już stała obok mnie.
Lore siedział przy ognisku. Był wpatrzony w tańcące języki ognia. Światło ogniska oświecało w miare jaskinie.
Hanze ominęła dużym łukiem Lora. Nie chciała mu przeszkadzać. Podbiegłam do czarnej wilczycy. Kończyła swój obiad.
  Spojrzałam na sarninę którą dla niej upolowałam.
-Smaczna chociaż?-zapytałam. No muszę wiedzieć czy jej smakuje nie?
-Jeszcze się pytasz...-powiedziała z pełną paszczą. Uśmiechnęłam się szczerze.
Odeszłam troche dając Hanzie miejsce. Wbiłam wzrok na Lora. Nie zwracał uwagi na to że się na niego gapie. Westchnęłam głośno. Na tyle głośno by usłyszał. Hanze spojrzała na mnie ale po chwili znowu wróciła do jedzenia.
Lore nawet nie spojrzał. Co z nim? Ale najbardziej to ja byłam ciekawa co to było...lub kto to był...
Z rozmyślań mnie wyrwały głosy dochodzące z wylotu jaskini.
Usłyszałam tego wariata Czwartego. Dwie inne wilczyce i obcego basiora. Lore w końcu podniósł łeb i spojrzał tam gdzie wydobywały się głosy.
-Czwarty ten wariat idzie z jakąś hałastrą...-powiedziałam na tyle głośno by Hanza usłyszała. Hanza podeszła do mnie i usiadła obok mnie.
Fayette wszedł a za nim troje obcych mi wilków. Zresztą Hanza też pewnie była zdezorientowana. Przekręciłam łep żeby wszystko do mnie doszło.
-Lore...-powiedział Fayette siadając przed nim. Dwie wilczyce i wilk siedzieli pod ścianą.
Spojrzałam na nich i się uśmiechnęłam. Jedna była młoda miała około 1 roku. Druga starsza wilczyca miał bardzo długi puszysty ogon. Widziałam jak młodsza już miała ochotę  za nim pobiegać. Jak to szczeniak. Młodość musi się wyszaleć.
A teraz basior...wyglądał na bardziej wojacza. Miał mała bliznę na lewym oku. Jego sierść przypominała kolor krwi. A oczy to w ogóle nie pasowały. Były błękitne więc gryzły się z kolorem sierści.
Hanze ciągle siedziała obok mnie i była wpatrzona na obcych.
-Kim oni są?-zaszeptała mi do ucha.
-Ten wariat który rozmawia z Lorem to Fayette. A ta trojka pod ścianą...nie mam pojęcia.-Odpowiedziałam jej też szeptem.
-Więc Lore najmłodsza to Shiru...druga wilczyca to Teka. A ten basior to Priam.-powiedział Cztery. Dużo nas jest teraz. Shiru nie zwracała uwagi na to co się dzieje wokół niej. Ciągle gapiła się na ogon Teki. Priam siedział spokojnie z opuszczonym łbem.
-A ta wilczyca...-zapytał się Cztery Lora.
-Hanza jestem-powiedziała odważnie czarna wilczyca.
  Uśmiechnęłam się ironicznie do Fayette. Cztery wykrzywił pysk w grymasie. Matko kochana jak ja go kocham denerwować.
-A więc...-zaczął Lore.
Wszyscy pod ścianą skierowali na niego wzrok.

Ktoś dokończy? Obojętnie xP

3 komentarze:

  1. "Hanza", nie "Hanze", dobrze?
    ~ upierdliwa czarna wadera

    OdpowiedzUsuń
  2. Próbowałem poprawiać ale jak większość słów jest podkreślona niema rady
    Czwarty

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby nie to,że na tym blogu jestem Teką to powiedziałabym coś w obronie Colombiany,ale jestem nią więc mogę albo napisać tu coś okrutnie wrednego,albo siedzieć cicho-wybieram to drugie.

    Teka

    OdpowiedzUsuń