poniedziałek, 15 grudnia 2014

Od Priama: Nienajlepszy początek znajomości...

- Meisie...Wstawaj księżniczko!
Obudziłem się i zerwałem na nogi. Rozejrzałem się dookoła z nadzieją, że moi przyjaciele tu są. Że wszystko było tylko koszmarem. Ich głosy brzmiały tak realnie...
- Soren? Kurt? - powiedziałem, nadal odurzony pięknem swojego snu.
Ale wokół nikogo nie było. Tylko drzewa, trawa, parę spłoszonych ptaków odlatujących w dal, księżyc... I ani jednego wilka. Usiadłem i sięgnąłem łapą do pyska. Niestety. Pod opuszkami wyczułem nieregularną bliznę na lewej powiece - jedyny dowód, że ostatni rok mojego życia był przykrą prawdą.
Położyłem się zrezygnowany, ułożyłem łeb na łapach, ale nie mogłem zasnąć. Znów przytłoczyła mnie nostalgia. Nie miałem co robić ze swoim życiem. Ostatnie parę miesięcy od rozdzielenia się z resztą watahy było ciągiem nieszczęść i bólu. Po co niby światu taki walający się bez celu element od układanki, której puzzle zostały rozrzucone po świecie? Nie wspominając, że jej większość spłonęła. Tak miło byłoby położyć się tu i zostać. Na zawsze...
Natychmiast zerwałem się z miejsca i odrzuciłem złe myśli. Znowu to robię. Depresja mi nie pomoże, tylko zgubi. Nie mogę się poddać! Nie tego chcieliby moi rodzice i przyjaciele. Ta psychologiczna walka pomiędzy smutkiem a instynktem przetrwania mnie wyniszcza. Musi się skończyć i to jak najszybciej inaczej zwariuję.
Nie myśląc wiele (nie jest to moja najlepsza strona) pobiegłem przed siebie. Nie ma sensu z powrotem pójść spać. Tylko powróci ten potworny wstręt do życia. Przynajmniej zajmę obolałą głowę czymś lepszym niż samobójcze myśli.
Byleby tylko znaleźć jakąś ostoję...

Nastał dzień. Nawet przez chwilę nie pozostawałem w miejscu. Wychowałem się wśród pustynnych piasków, więc w tym momencie nie dokuczało mi jeszcze pragnienie. Na zmęczenie również znalazłem sposób. Co jakiś czas, gdy zaczynałem już dyszeć zwalniałem do truchtu lub chociażby zwykłego kroku. Uspokajałem się, a gdy nabrałem sił znów biegłem. W ten sposób podróżowałem już od dłuższego czasu. Jak na razie nigdy mnie nie zawiódł. Pozostało wierzyć, że mózg zacznie myśleć racjonalnie...
Przebiegałem właśnie obok strumyka, gdy moją uwagę zwrócił jakiś szelest. Zatrzymałem się. Cisza wróciła. Pewny, że miałem tylko jakieś urojenia ruszyłem dalej. Nie przeszedłem jednak nawet dwóch metrów gdy od strony lasu rzucił się na mnie jakiś basior. Przeturlaliśmy się przez wodę na drugi brzeg strumienia. Wilk przyparł mnie do ziemi zanim zdążyłem zareagować. Dopiero teraz zwróciłem uwagę, że dałem się pokonać młodszemu od siebie basiorowi.
- Co tu robisz przybłędo? - spytał siląc się na groźnie brzmiący ton.
- Nie twój interes! - warknąłem odruchowo. Wiem, miałem się skupić na szukaniu jakiejś watahy, ale jak ktoś bez ostrzeżenia mnie atakuje to od razu nastawiam się do niego wrogo.
Może nieznajomy miał przewagę zaskoczenia, ale teraz, gdy już wiedziałem z kim mam do czynienia pozostawałem "tym silniejszym". Wyswobodziłem się i stanąłem gotowy do kolejnego ataku. Tym razem nie pójdzie smarkaczowi tak łatwo. Niech tylko spróbuje...
Wilk jednak chyba dostrzegł, że ma mniejsze szanse powodzenia niż wcześniej. Uspokoił się, ja jednak nie poszedłem w jego ślady. Nakręciłem się tą głupią zasadzką i nie umiałem logicznie zastanowić się nad całą sytuacją.
- To teraz odpowiedz: co robisz na terenie Watahy Republiki Niebios? - basior był strasznie uparty.
- Każdego przechodnia tak miło witacie? - rzuciłem sarkastycznie. Niech sobie nie myśli, że może mnie skołować rzucając jakąś oficjalną nazwę.
Gdy teraz się tak nad tym zastanowię...To chyba nie był najlepszy sposób na rozpoczęcie znajomości.

Fayette?

3 komentarze:

  1. MMZP! WINCIA JAK DOŁĄCZYSZ MOGĘ ZOSTAĆ TWOJą nianką.Niech żyje MMZP!

    Teka

    OdpowiedzUsuń
  2. Czo to jest MMZP? Czy ja o czymś nie wiem?
    Fayette

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MMZP-Moralny morderca z powołania (wiąże się z tym pewna ironiczna historia )

      Teka

      Usuń